sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 4

Zerwałam się z łóżka i jak najszybciej popędziłam na dół. Zobaczyłam, że Justin w tym samym czasie wybiegł z pokoju gościnnego i tak jak ja skierował się pędęm na dół. Na dole drzwi były wywarzone, a Rose zachlana w trzy dupy taranowała mi dom.
- Co ty tu robisz?!- Krzyczałam na całe gardło.
- Teraz suko się nie wywiniesz!- Poczyłam ostry ból na policzku. Zdzira mnie uderzyła. O nie! Szrpnęłam ją za włosy i przyparłam do ziemi. Justin próbował mnie od niej odciągnąć, ale nie dał rady. Walnęłam ją pięścią w brzuch i w twarz kilka razy. Zobaczyłam, że z jej nosa i łóku brwiowego sączy się krew. I dobrze jej tak.
- Jeszcze raz nazwiesz mnie suką i mnie dotkniesz, nie będzie już tak miło.- Warknęłam i kopnęłam ją jeszcze raz w brzuch. Ona zaczęła się śmiać, przez co poczułam odór alkocholu.
- Jeszcze tego pożałujesz.- Powiedziała i wleciała na półke. Wyszła przez, już teraz dziure zamiast drzwi i tyle było. Wszystko się we mnie gotowało. Poczułam, jak Justin kładzie mi rękę na ramieniu i szepcze.
- Uspokuj się.- Szybko zrzuciłam jego rękę.
- Zamknij się.- Warknęłam i poszłam do mojego pokoju. Wyjęłam jakieś ciouchy z szafy i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Wyszłam z łazienki i skierowałam się so kuchni/ Zobaczyłam w niej Justina robiącego jajecznice. Zerknęłam na przed pokuj i zobaczyłam , że drzwi są już wstawione.
- Dziękuje.- Powiedziałam i siadłam do stołu.
- Nie ma za co.- Powiedział i posłał mi uśmiech. Ja jednak nie odwzajemniłam go. Justin podał mi śniadanie, a ja w ciszy je jadłam.
- Pyszne.- Powiedziałam.
- Dziękuje.- Odpowiedział. Zjadłam i Trochę ogarnęłam dom.
- Ja ide się przejść, idziesz ze mną?- Spytałam. Dziwne nigdy nie byłam taka uprzejma.
Wyszlismy z domu i skierowaliśmy się do parku. Usłyszłam strzał i już tylko ciemność...

_________________________________

Przepraszam, że tak krótko, ale nie mam weny. ;(

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 3

No to tak... Rose to moja siostra, która wyjechała jak miałam 16 lat i zostawiła mnie samą na pastwę losu. Nie nawidzę jej za to. Zawsze była dla mnie zimna suką. Zawsze zabierała mi wszyskich chłopkaów, zawsze upokarzała mnie publicznie. Przez nią przerzywałam koszmar. Jak miałam siedem lat uważałam ją za siostre idealną. Okazało się jednak, że ta moja siostra ,, idealna '' ćpała, piła i nie wiem co jeszcze. teraz ja taka jestem. I nie nawidzę się za to. 
- Hej mała.- Powiedziała i zdjęła okulary słoneczne.
- co ty tu robisz?!- Krzyknęłam. Po 3 latach wraca i co? Może jeszcze będzie ze mną mieszkać?
- Wróciłam.- Powiedziała z uśmiechem.
- Jak? Kiedy?- Pytałam. Wszystko mi sie pomieszało. Moja siostra wraca. Justin zaczyna mnie jakby nękać. Aaa no i moja siostra jak go tylko zobaczy to pewnie będzie chciała go przelecieć. A na to nie pozwole.
- No wróciłam.- znów odezwał sie jej parszywy głos.- Wsiadaj.- Dodała.
- Ooo nie!!- Krzyknełam i zaczęłam iśc szybkim krokiem przed siebie. Po chwili czarny Land Rover jechał moim tępem.
- Czemu?- Spytała. Ooo nie! tego już za wiele.
- Bo kurawa nie!!- Krzyknęłam i pobiegłam przed siebie. Po 10 minutach dobiegłam do domu. cała zdyszana wyjęłam z kieszeni kurtki klucze i otworzyłam drzwi. Weszłam do kuchni i rzuciłam torbą o podlogę. wzięłam pierwszą lepszę rzecz, którą okazała się szklanka i rzuciłam o ściane, czego rezultatem było rozsypanie się szkła po całej podłogi. Poszłam do salonu i klapłam na kanapę. Nie wierzę! Ona nie mogła wrócić!! A może mam halucynacje? Możliwe. Po jakiś 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Jeżeli to ona to osobiście wywale ją przez okno. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Zobaczyłam w nich Justina. Uff. 
- Wejdź.- Powiedziałam. On wszedł i poszedł do kuchni.
- Gdzie masz zmiotke?!- Krzyknął. Aaa przecież tam się wala szkło.
- Nie wiem!- Odkrzyknełam i poszłam do kuchni. - Daj ja to posprzątam.- Dodałam.
- Nie trzeba . Zrobie to.- kucnął przy rozbitym szkle i zaczął zamiatać. Nie wiem o co mu chodzi. Dziwny jest. Pomaga mi, a przecież nikt nigdy nie pomagał mi.
- musimy pogadać.- Powiedział i wyrzucił szkło do śmietnika. 
- Ok.- Powiedziałam i wyszłam do salonu. Justin szedł za mna. Usiadłam na kanapie i spojrzałam na niego pytająco.
- Chcę ci pomóc.- Powiedział.
- w jakim sensie?- Spytałam.
- Nie chcę, rzebyś paliła , piła, brała narkotyki...- Zacząl wyliczać.
- Ja nie chcę twojej pomocy!- Uniosłam głos.
- Ty jej potrzebujesz.- Powiedział. Nie sądze. Ja przecież nie potrzenuje pomocy prawda?
- Yyy... wcale nie potrzebuje twojej pomocy.- Powiedziałam.
- Potrzebujesz.- Znów ta sama gadka. Ale nie ważne. - Idziesz ze mna do parku?- Dodał.
- Ok. Chodźmy.- Powiedziałam i wstała z kanapy. Wyszliśmy z domu a ja zamknęłam go na klucz. W drodze do parku, opowiedziałam Justinowi o mojej siostrze o tym jak mnie zostawiła i o wszystkim. On suchał mnie ze zrozumieniem. 
- Będziemy jej unikać.- Powiedział.
- Jak to ,, My ''?- Spytałam. Nie wiem o co mu chodzi.
- No ja i ty.- Powiedział i uśmiechnął się. Ja jednak zachowałam kamienną twarz. - A tak wogóle, chcem żybyś poznała moje rodzeństwo.- Dodał zmieniając temat. Rodzeństwo? hmm... ciekawe. Ale czemu ja? Przecież nie powinien pokazywać złego przykładu swojemu rodzwństwu. Zaśmiałam się w duchu i powiedziałam.
- Ok. 
- to fajnie, moze jutro do mnie wpadniesz?- Spytał.
- Ta cokolwiek.- Powiedziałam i usiadłam na ławce w parku.
- Masz ochote na lody?- Spytał i spojrzał na budke z lodami.
- Ok.- Powiedziałam i wstałam z ławi otzrepując się.
- Jakiego chcesz?- Spytał.
- Waniliowego.- Powiedziałam i wyjełam portfel.
- Nie! Ty nie płacisz!- powiedział i szybko zapłacił. Co za koleś...
- oddam ci to i tak.- Wzruszyłam ramionami i wzięłam od niego loda. On wziął takiego samego i Uśiedliśmy na ławce. nagle zobaczyłam jak moja ,, siostra '' zmierza w naszym kirunku. O nie! Podeszła do nas. 
- cześć jestem Rose. - Powiedziała i wyciągnęłam rękę w strone Justina. Pff. Udawała, że mnie tam nie było.
- Justin.- Powiedział chłopak siedzący koło mnie i z niechęcią podał jej rękę. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i w tym samym czasie wstaliśmy z ławki.
- Mu już musimy iść.- powiedział i wyminął ją. Złapał mnie w talii i ruszył przed siebie. Co On do cholery wyprawia?!
- Co ty robisz>- Szepnęłam.
- Chcę by była zazdrosna.- Powiedział tak samo cicho jak ja.
- Aha. - Powiedziałam. teraz już mi to mniej przeszkadzało. wyszliśmy z parku i upewniając się, że nie idzie za nami wyślizgnęłam się z jego objęć.
- Dzięki.- powiedziałam.
- nie ma za co.- Odpowiedział. poszliśmy do mojego domu i udaliśmy się do mojego pokoju.
- Mogę dziś spać u ciebie?- Spytał. Co?! On wariuje!
- Yyy...- Zaczęłam.
- bez skojarzeń.- Szybko się poprawił. - Chcę cię tylko przypilnować.- Dodał.
- A ty znowu to samo?- Spytałam.
- Tak.- Odpowidział.
- Ok.- W końcu się ugięłam i klapłam na moje łóżko.- Ale skąd weźmiesz ciuchy? - Dodałam.
- No będę spał w bokserkach, a rano coś się wykombinuje.- Powiedział i usiadł koło mnie. Zasłoniłam rolety i zapaliłam lampkę.
- Dobra, zaprowadzę cię to pokoju gościnnego.- Powiedziałam i podeszłam do drzwi.- Chodź.- Dodałam.
Justin udał się za mną. Pokazałam mu pokój i wzkazałam łazienkę.
- Jeśli chcesz, weź prysznic.- Powiedziałam.
- Dzięki.- Odezwał się i wszedł do łazienki. Wyszłam z ,, jego '' pokoju i poszłam do mojego. Weszłam do mojej łazienki i wzięłam prysznic. Ubrałam oją pidżame i wyszłam z łazienki. wczołgałam się pod kołdrę i odrazu usnęłam...
Nastepny Dzień:

Obudziło mnie walenie drzwi i głos Rose.
- Otwieraj!! Bo wywarze drzwi!!- usłyszałam huk...


- Swaggie.

____________________________________________

Hej oto rozdział 3. Wiem nie jest idealny, ale chyba może być?
Ten rozdział dedykuje mojej kochanej przyrodniej siostrzyzce.
Buziaki Zuzia :*
Życzę miłego czytania. ;)













czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 2

- Co?!- Krzyknęłam.- O nie!- dodałam.
- Zaraz lunie wsiadaj.- Odezwał się. Rzeczywiście zbierało się na deszcz, ale mnie to nie obchodziło, nie wsiądę z nim do samochodu.
- Nie.- Powiedziałam i skrzyżowałam ręcę na piersi.
- No prooooszę.- On mnie błaga?! haha śmieszny jest. Po chwili lunął deszcz. No pięknie!
- Okej.- Powiedziałam nie miałam innego wyboru, przecież bym zmokła. Wsiadłam od strony pasażera i zaczęłam bawić się telefonem.
- Skąd znasz mój adres?- Spytałam nie odwracając wzroku od ekranu mojego telefonu.
- Yyy... Powiedziałaś mi po pijaku.- Powiedział. Aaa. Tak myslałam.
- Aha.- Odpowiedziałam. Dalej jechaliśmy w ciszy. Nie obchodziło mnie co mu mówiłam, jak byłam pijana. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem a ja wyszłam z samochodu. Odrazu po mnie wyszedł Justin, a On tu po co?!
- Yyy... ty chodzisz do tej szkoły?- Spytałam.
- tak. od dzisiaj.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie. Razem przekroczylismy próg szkoły. Wszyscy się na nas dziwnie patrzyli. A niech się wypchają. Podeszłam do mojej szafki, a Justin jak zgaduje udał się do sekretariatu. Wyjęłam z niej książki na matme i poszłam pod klasę. Boże nie nawidzę matematyki. Po chwili przyłączył się do mnie Justin.
- Jesteśmy razem w klasie.- Powiedział wesoło.
- No fajnie.- Powiedziałam znudzona i oparłam się o ściane. Jest od dziś najseksowniejszym chłopakiem w szkole. Usłyszłam dźwięk dzwonka i weszłam do klasy. Zajęłam moje stałe miejsce, czyli ostatnia ławka koło okna. Po chwili dosiadł się do mnie Justin.
- Ej! To miejsce jest zajętę!- Zmierzyłam go lodowatym spojrzenie.
- przez kogo?- Spytał.
- Przeze mnie.- Powiedziałam i zepchnęłam go z krzesła. On wstał otrzepał się i znów usiadł koło mnie.
- Nie odpóścisz?- Spytałam.
- Nie.- Powiedział.
- Aha ja też nie.- Znów próbowałam go zepchać, lecz na marne.
- No co jest?!- Krzyknęłam. Cała klasa łącznie z nauczycielką skierowała na mnie wzrok.
- chcesz coś powiedzieć Panno Moore?- Zapytała z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem Pani Brown.
- Tak mam dużo do powiedzenia, lecz nie wiem czy Pani zrozumie.- Udałam skruche i usiadłam znów na moje miejsce. Zawsze tak było. Z każdym nauczycielem. Zawsze im dogryzałam, a oni mnie wysyłali do dyrektora. Ale byłam u niego tyle razy, że zdążyliśmy się zakumplować. Dziwne nie?
- Panno Moore do dyrektora proszę.- Powiedziała i zmierzyła mnie wzrokiem. Zapakowałam swoje rzeczy i powiedziałam.
- Fajnie, to i tak lepsze niż siedzenie tutaj. - Cała klasa zaczęła się śmiać, a nauczycielka przybrała kolor czerwony na buzi. Uuu zezłościła się. fajnie.
- Widzę, że jest Pani spokrewniona z burakiem.- Powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Niech się wypcha. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Doszłam do gabinetu dyrektora i bez pukania weszłam.
- Dzień dobry.- Powieziałam wesoła.
- Znowu matematyka?- Zapytał na wstępnie.
- Noo.- Odpowiedziałam i rozśiadłam się na sofie. Dyrko nalał mi kawy i usiadł na przeciwko mnie.
- Dobra na matematyke już nie wracaj, ale dziś już tu nie przychodzisz jasne?- Powiedział. Hmm... kusząca propozycja.
- Okej. Gramy w pokera?- Spytałam.
- Dobra. - I tak przez jakieś pół godziny siedziałam i wygrywałam z dyrektorem w karty. Jak usłyszłam dzwonek, powoli wstałam i skierowalam się do wyjścia.
- Do widzenia.- Powiedziałam i wyszłam. Podeszłam do mojej szafki i wyszłam ze szkoły. No co> Obiecałam dyrektorowi, że mnie już dziś tam nie wezwają. A każdy wie, że to niemożliwe, więc musiałam uciec. Wypatrywałam mojego auta, kiedy nagle sobie przypomniałam, że jechałam z justinem. No super. Muszę iść na pieszo. Powoli zaczęłam kierować się w strone mojego domu. Szłam, kiedy nagle podjechał czarny Land rover. szyba uchyliła się a ja zobaczyłam w nim moją siostrę Rose. Co ona tu robi?!?!
- Rose?!- Krzyknęłam.


-Swaggie


_________________________________________
Hej oto rozdział nr 2 . Trochę się porobiłoo.
Ten rozdział dedykuję Mojej przyjaciółce ewelinie.
Życzę miłego czytania. :)





środa, 21 maja 2014

Rozdział1

Chanel Pov's :

Kolejna impreza. Nie potrafie wytrzymać dnia bez imprezy, alkocholu, narkotyków, papierosów... Nie potrafiłam. Poprostu nie potrafiłam.
Dopiłam mojego drinka i poszłam na parkiet. Zaczęłam wykonywać różne seksowne ruchy, a po chwili grupka chłopaków zebrała się koło mnie w kółeczkó. Pff. Frajerzy.
Gdy skończyła się piosenka, zeszłam z parkietu i udałam sie do baru. Zamówiłam kolejnego drinka a po chwili sązyłam  go siedząc na kanapie. Zauważyłam, że jakiś chłopak zmierza w moją stronę. Nic nowego.
Dosiadł się do mnie i spytał:
- Zatańczysz?- Wyciagnł do mnie dłoń.
- Yhmy.- Powiedziałam i chwyciałam dłoń chłopaka. Udaliśmy się na parkiet i zaczęliśmy tańczyć.
- Jestem Justin!- Krzyknął, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Chanel!- Powiedziałam tak samo głośno. Przetańczyliśmy tak jakieś 5 piosenek a potem urwał mi się film...

Następny Dzień:

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Ale gdzie ja jestem? Aaa w moim pokojuuu. Jak ja się tu znalazłam? Ostatnie co pamiętam to jak tańczyłam z Justinem...  Zerknęłam na moją szafkę nocną i zobaczyłam na niej szklankę z wodą i Aspiryny, a koło tego kartkę. Powoli podniosłam się z łóżka i szybko wzięłam tabletke popijając wodą. Zerknęłam na kartkeczkę.

Widziałem, że byłaś już nieźle wstawiona więc cię odwiozłen do domu. Przepraszam, że z tobą nie zostałem, ale musiałem jechać do mnie. Głowa boli co?  
576438999- Justin. Zadzwoń.

Pff. Tak głowa mnie boli. Powiedziałam w myślach z sarkazmem, a z numeru... Może skorzystam. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie jajecznice i usiadłam do stołu. Powoli i ostrosznie przeżuwałam każdy kawałek. Ale wogóle z kąd on wiedział gdzie mieszkam? To mnie najbardziej zastanawia, przecież chyba po pijanemu nie podałam mu adresu? O nie! Co ja musiałam gadać, żeby to zauważył? Jestem spalona.

Justin Pov's:

tanczyłem z Chanel, kiedy zobaczyłem, że jest nieźle wstawiona. Poprosiłem, by poszła już do domu, lecz ona się tylko śmiała i tykała mnie palcem w klatkę. Gilgotało. Zaśmiałem się z własnej głupoty i wyciągnęm ją na parking. Przerzuciłem ją sobie przez ramie i skierowałem się do mojego samochodu.
- Zostaw mnie ty głupku!- Usłyszałem. Haha myśli, że ją zostawię a takim stanie> Pff śmieszna jest.
Wpakowałem ją na miejsce pasażera, a sam usiadłem za kierownicą. wiedziałem gdzie mieszka to oczywiste, że wiem. Zapaliłem auto i wyjechałem na drogę. Zauważyłem, że Chanel zasnęła i przyjżałem się jej bliżej. Zauważyłem na jej nadgarstku ślady cięć. Boże. Jest bardzo ładną dziewczyną. Zatrzymałem się pod jej domem i wyszłem z samochodu. okrążyłem samochód i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Wziąłęm Chanel na ręcę i zaniosłem pod drzwi. Wyjąłem kluch z jej kieszeni i przekluczyłem drzwi. Weszłem po schodach do jej pokoju i położyłem na łóżku. Przyniosłem z kuchni szklankę wody i aspirynę i położyłem na jej szafce nocnej.
- Nie zostawiaj mnie proooszę.- Usłyszałem. Chanel po chwili znów zamknęła oczy i wiedziałem, że już śpi. Napisałem jej tylko na kartcę:

Widziałem, że byłaś już nieźle wstawiona więc cię odwiozłen do domu. Przepraszam, że z tobą nie zostałem, ale musiałem jechać do mnie. Głowa boli co?  
576438999- Justin. Zadzwoń.

wyszedłem z jej domu i wsiadłem do auta, a po chwili byłem już w drodze do mojego domu...

Chanel Pov's:

Ubrałam się i uczesałam. Ziewnęłam przeciągle. Zaeknęłam na zegarek 7:00. Co?! Jest tak wcześnie?!
Dziś jest poniedziałek. Muszę iść do szkoły. Booożeee. Zabrałam torbę z moiego pokoju i zaczęłam odrabiać lekcje. No co? Wczoraj była impreza, więc nie miałam czasu na te bzduru. Jak skończyłam zobaczyła, że jest już 8:00. Muszę się zbierać. Zażuciłam torbę na ramię i wyszłam z domu. Przekluczyłam drzwi, a klucze schowałam do kieszeni. Odwróciłam się i zobaczyłam pod moim domem czarne BMW. Podeszłam do tego auta i zapukałam w szybe. Szyba momentalnie rozchyliła się i zobaczyłam w niej Justina. A Ten tu czego?!
- Dziś ja cię podworzę do szkoły.- Powiedział.

- Swaggie
__________________________________________________________________--

hej! I oto rozdział 1! Proszę o dodawanie komentarzy i liczę na miłe opinie. :)
Ten rodział dedykuje moiej siostrze, która karze mi wyłańczać komputer. :(



Prolog

- Zostajesz zesłany na ziemie by jej pomóc.- Powiedziałgruby ocgrypły głos.
- Dobrze.- Odpowiedział.
- O miejsce zamieszkania nie musisz się martwić wszystko jest załatwione. Pamietaj. Nie możesz ujawnić swego prawdziwego oblicza, jeżeli to się stanie zostaniesz na ziemi na zawsze.- Znów odezwał się Ten głos.
- Mhm.- Mruknął, ukłonił się i odwrócił na pięcie. Wszyscy mu gratulowali, że to On został wybrany.
Nie wierzyli. Przecież On dopiero zaczyna... Chociaż powiadają, że to ten najmłodszy i o największym sercu zostanie zesłany na ziemie...
Wiedział, że będzie trudno, ale przebrnie przez to wszysko. Spróbuje.

- Swaggie

____________________________________
cześć i oto prolog :)
Mam nadzieję, że jak na początek może być... ;)
rozdział 1 będzie za niedugo, życzę wam miłego czytania.

Bohaterowie.

Chanel Moore- ( 19 lat ) Imprezowiczka. Zawsze dostaje czego chcę.  Bierze narkotyki, dla niej dzień bez imprezy jest dniem straconym. Chodzi do szkoły, lecz nie szanuje nauczycieli. Ma własne mieszkanie. Nie ma znajomych, jest samotna, dlatego swoie wszystkie smutki zatapia w alkocholu.









Justin Bieber- ( 19 ) Zesłany by pomóc Chanel zejść na dobrą drogę. Miły i zawsze pomocny. Jest uprzejmy i zacznie chodzić do szkoły z Chanel.



wtorek, 20 maja 2014

Cześć.

Hej. Nazywam się Julia i jestem beliberką. Jak już pewnie zauważyliście to
opowiadanie będzie o Justinie Bieberze. Będe się podpisywać Swagggie. Mam nadzieję, że to opowiadanie spodoba wam się. Zwastun już dodałam. Na youtube go nie ma!!
Życzę miłego czytania.

- Swaggie



Zwiastun.

Hej na początek chciałabym dodać zwiastun. Mam nadzieję, że będziecie czytac moje opowiadanie.